czwartek, 8 września 2016

Rozdział 10

Gdy zeszłam na dół czekali  tam na mnie.
- Możemy już iść na imprezę. - Powiedziałam
- Teraz to wyglądacie jak byście na nią szli. - Stwierdziła Alison
Spojrzałam na Alexa i muszę przyznać, że Alison naprawdę przeszłą samą siebie. Teraz to on wygląda jak chłopak, który chodzi na imprezy, a nie jak mój ochroniarz. Miał na sobie czarne Jeansy i do tego białą koszulę. Jego mięśnie wyraźnie się odznaczały.  Naprawdę jest bardzo przystojny, a te jego mięśnie. Liz ogarnij się.  On również na mnie spojrzał, a jego źrenice na chwilę się rozszerzyły. Czyżby mój cień był zaskoczony. Teraz już wiem, że na pewno dobrze zrobiłam wybierając tą sukienkę. A dokładniej to mam na sobie czerwoną koronkową sukienkę, która jest czasami poprzeplatana diamencikami. Sukienka sięga mi powyżej kolan. Wzięłam, też czarną skórzaną kurtkę, która ma po dwóch stronach ramion po trzy ćwieki. Założyłam Converse czarne. Wiem, ze mi nie pasują, ale ja lubię takie buty. Są wygodne. A jak komuś się nie podoba to ma pecha, ponieważ ja mam absolutnie  w dupie jego zdanie. Mnie się podoba i koniec.
*************
Gdy dotarliśmy na miejsce impreza już trwała kilka godzin. No dobra od dwóch ale po niektórych można powiedzieć, że trwała kilka godzin.
Asthon  to kolejny bogacz. Tylko, że jego dom jest znacznie większy niż dom Alison i urządzony strasznie nowocześnie. Asha mam zatrudniła specjalną projektantkę wnętrz. W sumie można powiedzieć, że mieszka sam. Jego rodzice nie bardzo się nim interesują. Na pierwszy rzut oka wygląda on jak by się nie przejmował, ale wystarczy spojrzeć drugi raz z innej perspektywy i widać, że on jest zraniony. Pewnie myślicie, że Ash jest zadufanym w sobie bogatym dupkiem. Ale on taki nie jest. Tak też się zdziwiła, ponieważ tacy ludzie nie istnieją. Może on jest wyjątkiem. Gdy weszliśmy do domu ogłuszyła mnie muzyka, a w środku znajdowało się mnóstwo osób. Słyszę, że Ash zamówił Dj.
-  Idę po coś do picia.  -  Krzyknęłam do Alison.
Pokiwała mi głową na znak, że zrozumiała.
Gdy tylko weszłam do kuchni ON tam stał, no dobra stał tam Ash. Podbiegłam do niego i przytuliłam się.
-  Hej mała.  -  Szepnął mi do ucha.  -  Już się bałem, że nie przyjdziesz.
-  Ja mogła bym opuścić jedną z twoich imprez? Nigdy!
-  Na co miała byś ochotę?
-  Hmmmm.... Na niespodziankę. A teraz idę tańczyć! Znajdź mnie.  -  I odeszłam
Już chciałam iść na parkiet, gdy ktoś złapał mnie za rękę.
-  Kto to był?  -  Warknął Alex
-  Po pierwsze puść moją rękę, a po drugie to jest gospodarz tej imprezy. Ma na imię Asthon.
Alex puścił moją rękę i wymamrotał jakieś przeprosiny.
-  A teraz idę tańczyć! Też powinieneś się zabawić.
-  Nie mogę Liz muszę cię pilnować.
-  Alex.  -  Spojrzałam mu w oczy.  -  Nie musisz mnie pilnować.
-  Muszę.  -  Powiedział
-  Naprawdę możesz iść się zabawić. Nikomu nie powiem. Idź się zabaw pozwalam ci.
-  Dziękuję za pozwolenie.  -  Powiedział sarkastycznie.
-  Wow widzę, że ktoś się szybko uczy o co chodzi w sarkazmach.
-  Uczę się od mistrza.  -  Uśmiechnął się
-  Naprawę możesz iść. Nikomu nie powiem obiecuję.
-  Nie.
-   Jak sobie chcesz. Ja idę teraz tańczyć jeśli mi pozwolisz.
Przepuścił mnie, a ja skierowałam się w stronę Alison, którą wypatrzyłam w tłumie tańczących ludzi.
**********
-  Tak w ogóle cieszę się, że już ci lepiej.  -  Powiedziała Alison.
-  Tak?  -  Spytałam lekko zdziwiona nie rozumiejąc o co jej chodzi.
-  Byłam wczoraj u ciebie, ale twoja mam powiedziała mi, że śpisz, bo się źle czujesz. Więc nie chciałam cię budzić.
A to zołza nie dość, że oddała mnie temu typkowi to jeszcze kłamie moją najlepszą przyjaciółkę. No dobra jedyną. Jutro opowiem Ali co się stało. Może będę mogła u niej zamieszkać dopóki nie wymyślę co dalej.
-  O w końcu was znalazłem dziewczyny.  -  Powiedział Ash.  -  Proszę.
-  A co to?  -  Spytała Ali
- Jak myślisz?
Ash przyrządza zajebiste drinki, naprawdę jest w tym świetny. Musicie wierzyć mi na słowo. Od razu wypiłam całą zawartość kubka jednym duszkiem.
-  Ash jesteś w tym mistrzem.
Pochylił się w moją stronę.
-  Wiem.  -  Szepnął i uśmiechnął się.
Ash jest wysoki i ma blond włosy i niebieskie oczy. Ma też cudne dołeczki, gdy się uśmiecha. To chyba opis przystojniaka. W końcu z niego ciacho. Ale nie jest w mojego typu. To jest mój przyjaciel i to najlepszy. No dobra kiedyś chciałam mieć przyjaciele geja. No cóż nie wyszło ,ponieważ Ash nim nie jest na sto procent. On kocha się w potajemnie w Alison. Myśli, ze nikt tego nie zauważył, ale ja już za dobrze go znam to po prostu widać, ze ją kocha. Wystarczy zobaczyć jak na nią patrzy. Widać w jego oczach tą miłość. Co ja bym dała, żeby ktoś tak właśnie na mnie patrzył.
-  Przegrałaś.  -  Szepnął
- Jezu! Wystraszyłeś mnie debilu!  -  Krzyknęłam, a on zaczął się ze mnie śmiać.
- Hej Max.   -  Przywitała się Ali
- Nie wieże ci.
-  Przykro mi, że mi nie wierzysz. Ale taka jest prawda.
-  Przegrałaś Liz.  -  Powiedzieli Ali i Ash
-  I wy nazywacie się moimi przyjaciółmi?  -  Powiedziałam i popatrzałam się na nich
-  Tak też myślałem, ze mi nie uwierzysz. Dlatego kazałem to nagrać Ashowi. Ash pokaż Liz nagranie.
-  Ale...
Ash wyciągnął telefon z kieszeni.
- Przegrałaś Liz.  -  Powiedzieli jednocześnie
Kurczę zupełnie zapomniałam o tym głupim zakładzie....
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Wspomnienia:
Dokładnie miesiąc temu założyłam się z Maksem.  Siedzieliśmy koło naszego drzewa na szkolnym podwórku, była przerwa na lunch. A wszystko zaczęło się dokładnie od:
-  Chciałbym zobaczyć jak to jest całować się z chłopakiem.  - Powiedział Max
-  Może od razu przyznaj się do tego, ze jesteś gejem Max.  - Rzekł Ash
-  Wcale nie!
-  Max bądź odważny i powiedz to głośno. "Ja Max Russo jestem Gejem"  -  Powiedział ze śmiechem Ash
-  Ash moje dawne dziewczyny mogą ci potwierdzić, że ja nie jestem G-E-J-E-M.  -  Przeliterował ostatnie słowo Ashowi.
Ash miał już coś odpowiedzieć, ale ja go wyprzedziłam.
-  Chłopaki  nie mówi się gej tylko Homoseksualista. A po za tym  Max nie zrobił byś tego.
Jego wzrok skupił się na mojej twarzy.
-  Nie pocałował byś chłopaka Max.  -  Powtórzyłam
-  Nie wierzysz mi?
-  Nie.
-  Zrobię to.
-  Raczej wątpię. Jak ty pocałujesz chłopaka to ja pocałuje Crazy Lisę.
Crazy Lisa, a dokładniej Lisa Hasting tak nazywała ją moja paczka. Ja naprawdę nic do niej nie mam, ale naprawdę dziwną jest dziewczyną. Serio gada sama do siebie na lunchu  rozkłada koc na dworze przed szkołą  i pije herbatkę ze swoimi wyimaginowanymi przyjaciółmi. Z nimi rozmawia. A do nikogo w szkole się nie odezwie. I w sumie wszyscy traktują ją jak powietrze. Nawet jest mi jej szkoda.
Wszystkie oczy zostały zwrócone w moim kierunku.
- A  więc zakład.
Popatrzyłam na Maxa.
-  Chyba nie stchórzysz Liz?
-  Co ja i stchórzyć? Nigdy w życiu. A więc zakład.  -  Powiedziałam.
Podałam rękę Maksowi, a on ją uścisnął.
-  Ty musisz pocałować Crazy Lisę.
-  Dobrze, a ty hmmm niech pomyślę.  -  Oczywiście odrazy wiedziałam kogo każe mu pocałować.  -  Musisz pocałować playboya naszej szkoły. Adama Mitcha.
Przez chwile źrenice Maxa się rozszerzyły, ale nie wycofał się z zakładu.
-  Dobrze.   -  Rzekł.
- Macie miesiąc. A dokładniej mówiąc macie czas do mojej imprezy.  -   Powiedział Ash po czym przeciął nasze dłonie, które trzymaliśmy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz