poniedziałek, 26 września 2016

Rozdział 23

Obudziłam się rano ze strasznym bólem głowy. No, musiałyśmy wczoraj nieźle zabalować z dziewczynami,  bo nie pamiętam nic. Skierowałam się powolnym krokiem do łazienki,  podknęłam się i wylądowałam na ziemi. Gdy zobaczyłam, kto był tego przyczyną, zdenerwowałam się.
-  Cholera Alex, dlaczego śpisz na podłodze i akurat na przejściu.
-  A już nie chcesz mnie zgwałcić i łapać przestępców jak Superman?  -  powiedział.
Wstał z podłogi i pomógł mi wstać z ziemi.
-  Słoneczko, zamknij te swoje ponętne usta, bo mucha ci wleci.
-  Chyba masz mi dużo do opowiadania, bo ja nic, a nic nie pamiętam.
Usiedliśmy oboje na moim łóżku. A on zaczął opowiadać.
-  Więc tak, gdy cię zobaczyłem stałaś na fortepianie i robiłaś striptiz  -  gdy spojrzał na moją twarz zobaczył malujące się przerażenie w moich oczach  -  Spokojni,e do ściągnięcia bielizny nie doszło. Kiedy kazałem ci zejść z tego fortepianu, zaczęłaś się ze mną kłócić, że tego nie zrobisz, ale trzymałaś się ledwo na nogach, zaczęłaś spadać z niego, zdążyłem cie złapać i zaniosłem do twojego pokoju. Kiedy położyłem cię na łóżku, poprosiłaś mnie żebym z tobą został, więc to zrobiłem. Gdy położyłem się koło ciebie rzuciłaś się na mnie chcąc mnie pocałować.
Po usłyszeniu tego spojrzałam na niego jak na idiotę.
-  Tak jasne, Alex, bo ci uwierzę.
-  No naprawdę, dlaczego miałbym kłamać. Chciałeś, żebym opowiedział ci jak było, więc mówię.
-  Więc co? Pocałowałam cię?
-  No coś ty, od razu zrzuciłem cię z siebie, a ty zaczęłaś się śmiać jak jakaś osoba chora psychicznie, po czym wstałaś, wzięłaś prześcieradło i zaczęłaś biegać po pokoju krzycząc "Strzeżcie się bandyci, Superman was dorwie!" Poczekałem chwilę, wróciłaś do łóżka mówiąc, że zmęczyłaś się tym łapaniem przestępców i zaraz po tym zasnęłaś. No i to cała historia dlaczego spałem tutaj.
-  Kurde w to, to już mogę uwierzyć  -  powiedziałam zrezygnowana.
-  A co z dziewczynami?
-  Chłopaki się nimi zajęli, ale pewnie mają takiego samego kaca jak ty.
Mówiąc to podał mi dwie tabletki oraz szklankę z wodą, a ja posłusznie je zażyłam i wypiłam wodę.
-  Chodźmy na śniadanie  -  powiedział Alex.
**************************************************
-  Cześć wszystkim  -  mówię siadając koło Ali.
Rzeczywiście wyglądały strasznie, ale co się dziwić wszystkie jesteśmy na kacu.
- Ash, podasz mi masło  -  powiedział dość głośno Max.
- Ależ oczywiście.
Jestem pewna, że robili to specjalnie.
-  Mówcie ciszej  -  wysyczała Ali.
-  Ktoś tu chyba jest na kacu...  -  rzekł Ash.
-  No zabalowałyście nam dziewczynki  -  powiedział Zac.
-  To co dzisiaj robimy?  -  spytał Aaron.
-  No my na pewno odpoczywamy z dziewczynami  -  mówi Amanda.
-  Chłopaki jeśli chcecie możemy zagrać w piłkę nożną  -  zaproponował Alex.
Na co chłopcy się zgodzili. No jakże by inaczej.
Po pięciu minutach stwierdziłyśmy z dziewczynami, że czemu by nie popatrzeć jak chłopacy grają.
Udałyśmy się na hol zamku, ale zaraz zdałyśmy sobie sprawę, że tak naprawdę nie mamy pojęcia gdzie oni poszli. Na całe szczęście na dole kręcił się Kevin.
-  Kevin?
-  Tak Księżniczko?
-  Czy wiesz gdzie udali się chłopcy?
-  Na boisko.
-  Wow, to my mamy boisko?
Przytaknął mi.
- A czy mógłbyś nas tam zaprowadzić?
-  Oczywiście, Księżniczko.
Poszliśmy za Kevinem, który zaprowadził nas na tył zamku, a potem poszliśmy w innym kierunku niż stajnie. Rzeczywiście znajdowało się tam boisko do piłki nożnej, ale były tam jeszcze inne boiska, do siatkówki, tenisa czy koszykówki. Koło boiska do piłki nożnej były też trybuny na, których można usiąść.
- Dziękujemy ci, Kevinie.
-  Nie ma za co, Królewno  -  ukłonił się i odszedł.
-  To co, idziemy usiąść.
Chłopcy grali już w najlepsze, ale zaraz, zaraz czy tam jest mój ojciec?
- Liz, czy przypadkiem twój tata nie biega za piłką?  -  spytała Ali.
-  Tak, to zdecydowanie on.
Byli podzieleni na dwie drużyny. Mój tata był kapitanem jednej z nich,  Alex drugiej.
U mojego taty w drużynie był Max, Zac i Diego, a w przeciwnej Ash, Liam, Aaron i Cameron. Po trzydziestu minutach chłopaki zarządzili przerwę. Było dwa do dwóch.
-  Idę do lodówki po coś chłodnego do picia. Chcecie coś? -  pytam.
-  Przynieś nam wszystkim wodę  -  powiedziała Lucy.
-  Dobrze.
Podeszłam do mini lodówki, która była zaraz obok trybun. Otworzyłam ją i patrzałam jakie picie mam do wyboru. Poczułam dłonie na moich biodrach, oczywiście nie trudno było zgadnąć, kto to jest, bo moje ciało reaguje tak tylko na jedną osobę. Postanowiłam nie zwracać uwagi na jego dotyk, a także na jego usta, które muskały moją szyję. Wyciągnęłam z mini lodówki wody dla dziewczyn i dla mnie. Już miałam odchodzić, ale Alex złapał mnie za nadgarstek i przyciągnął do siebie.
-  A buziak na szczęście?
-  Nie zasłużyłeś  -  odparłam.
Na ustach mojego cienia zaczął błąkać się uśmiech. I to ten łobuzerski.
Ściągnął bluzkę i patrzył wprost na moją twarz, badając reakcję i chyba spodobało mu się jakie wywarł na mnie wrażenie, bo jego uśmiech stał się jeszcze szerszy.
Rzeczywiście moja twarz w tamtej chwili musiała wyglądać komicznie. Ahhh ta jego klata i muskuły.
-  Liz, słoneczko nie muszę pytać czy podoba ci się to co widzisz, bo po twojej minie stwierdzam, że tak.
Na jego słowa na mojej twarzy pojawiły się rumieńce. Próbowałam je jakoś ukryć zakrywając się włosami czy patrzeć w dół, ale on mi na to nie pozwolił. Złapał za mój podbródek i zmusił abym popatrzyła mu się w oczy.
-  Nie chowaj się przede mną Kochanie. Lubię kiedy się rumienisz. Dodaje ci uroku  -  po tych słowach pocałował mnie i udał się na boisko.
Ja jeszcze przez chwile stałam tam, tak oniemiała, aż w końcu wzięłam się w garść i poszłam do dziewczyn. I tak zaczęła się druga połowa meczu.
-  Możesz to zrobić Ashley. Pokażesz im  -  mówiła Lucy.
-  Co ma im pokazać?  -  spytałam.
-  Ashley potrafi grać w piłkę  -  wyjaśniła Lucy.
-  No co czekasz, idź tam i skop im tyłki  -  krzyknęła Amanda.
-  Właśnie  -  rzekła Ali.
-  A jak skopiesz im tyłki to pójdziemy zrobić coś ciekawego  -  mówię.
-  No dobra  -  mówi Ashley.
Dziewczyna wstała i poszła w stronę boiska.
-  Skop im tyłki  -  krzyknęła Amanda.
Ashley trafiła do drużyny taty, ponieważ tam i tak było o jednego zawodnika mniej. I tak z powrotem został wznowiony mecz. Max był przy piłce ale nie minęło parę chwil, a dziewczyna ją przejęła i biegła do bramki w której stał Zac. Nie był wstanie obronić jej genialnego strzału. Naprawdę jest niezła. I to od nie jednego chłopaka. Podbiegłysmy do Ashley i ją przytuliłyśmy.
-  Skopałaś im dupy!  -  krzyczy Lucy.
-  Pokazałaś im!  -  krzyknęła Ali.
-  To teraz chodźmy do ciekawego miejsca   -  mówię.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz