poniedziałek, 26 września 2016

Rozdział 21

Skierowałyśmy się z Alison do mojego pokoju i obudziłyśmy resztę . Gdy się wszyscy ogarnęli poszliśmy do kuchni zrobić śniadanie.
- Hmm ja chcę naleśniki - krzyknęła Amanda.
- Kto jest za? - spytałam.
I jak na zawołanie wszyscy podnieśli ręce.
- Nie widzę sprzeciwu wiec będą naleśniki.
- Jej - Krzyknęła Ali z Amandą.
- To do dzieła. Chłopaki ogarnijcie talerze i sztućce. Ali i Amanda wyciągnijcie wszystkie produkty potrzebne do naleśników.
- Jesteś księżniczką ledwo od miesiąca, a już się rządzisz - powiedział Max.
- No cóż ktoś musi to ogarnąć.
Wyciągnęłam dużą miskę i wsypałam do niej wszystkie składniki po czym je wymieszałam.
- No dobra ja je wymieszałam tera kolej na kogoś innego chyba, że chcecie jeść spalone.
- Nie - krzyknęła Amanda - Nie popsujesz mojego arcydzieła. Ja je zrobię.
- Dobrze.
Amanda zaczęła smażyć naleśniki. Obok kuchni szła Aria i Selena.
- Hej dziewczyny - krzyczę - Może chcecie do nas dołączyć na przepyszne naleśniki?
- Dzień dobry Księżniczko - powiedziały rownoczesnie i mi sie ukłoniły.
- Chodźcie.
- Słuchajcie wszyscy to jest Selena i Aria.
- Cześć - Powiedzieli wszyscy równocześnie.
- Więc tak to jest Alison, Amanda, Ash, Max, Liam, Zac ,Aaron oraz Ashley i Lucy.
Gdy wymieniłam ich z imion każdy podnosi rękę. No kurczę jak w przedszkolu.
O zapomniałam wspomnieć, że Ashley i Lucy to dziewczyny Zacka i Aarona.
Po kilku minutach Amanda oznajmiła, że możemy jeść. Wyciągnęłam jeszcze dwa dodatkowe talerze i udaliśmy się do jadalni.
- Serio Amanda robisz najlepsze naleśniki - krzyknął Max.
- Dziękuję.
- Co dzisiaj robimy ? - Spytał Ash
- Co powiecie żeby zrobić sobie maraton z Avengers? - mówię.
- To co chronologicznie oglądamy? - spytał Ash.
- Yep - powiedział Zac.
- To najpierw zaczniemy od Kapitana Ameryki.
*******
Dziwne, od wczoraj nie widziałam mojego cienia.
- Widziałaś gdzieś Alexa? - spytałam Selene.
- Niestety nie panienko.
Zeszłam na sam dół i spotkałam Kevina.
- Kevin.
- Księżniczko - ukłonił się.
- Czy widziałeś gdzieś Alexa? - pytam.
- Jest na dworze Księżniczko.
- Dziękuję - mówię i udaję się na dwór.
- Alex gdzie byłeś? - pytam się podchodząc do niego.
- A co martwiłaś się o mnie? - spytał patrząc mi w oczy.
- Nie - zaprzeczyłam.
- A ja myślę, że tak. – stwierdził - Ale to dobrze, że się o mnie martwiłaś, bo to znaczy, że ci na mnie zależy.
- Śnij sobie dalej Alex - mówiąc to zbliżyłam się do niego.
- Oj Liz, ja wcale nie muszę śnić, bo tak jest. Zależy ci na mnie. Przyznaj.
Musiałam stanąć na palcach, żeby być chodź trochę na wysokości jego oczu. Chodź przy jego wzroście to i tak nie jest możliwe.
- Tak Alex zależy mi na tobie - szeptałam.
- Przepraszam, że przeszkadzam wam w tym niewinnym flircie - powiedział męski głos.
- Alex nie mówiłeś, że z tej księżniczki jest niezła laska.
- Elizabeth ten nie wyżyty seksualnie koleś to Diego mój przyjaciel, a ten drugi to Cameron mój brat.
Rzeczywiście Cameron jest bardzo podobny do Alexa tylko, ze jego oczy są zielone i widać, że jest starszy od niego. Drugi chłopak jest wysoki jak Alex  równie dobrze zbudowany ma blond włosy i niebieskie oczy.
Wyciągnęłam rękę w stronę Camerona, a on ją uścisnął.
- Cześć - powiedziałam.
- Hej. Miło mi cię poznać.
Następnie odwróciłam się w stronę drugiego chłopaka, ale on nie uścisnął mojej dłoni tylko ją pocałował. Na ten jego gest zarumieniłam się.
- To zaszczyt poznać tak piękną księżniczkę.
- Liz! - krzyczy Alison.
- Co? - odkrzyknęłam.
- Chodź tutaj!
- Co się stało?
- Nie gadaj tyle ,tylko rusz tu swoje zgrabne cztery litery - krzyknął Max.
- Dobra już idę! - odkrzyknęłam - Miło było was poznać.
- Co się stało? - spytałam wchodząc do kuchni.
- Ci idioci - powiedziała Amanda wskazując na grupkę chłopaków - Chcą iść oglądać mecz.
- Bo dzisiaj gra Real Madryt – FC Barcelona - powiedział Ash.
- Mężczyźni - westchnęła Lucy.
- Kto gra? - spytał Cameron.
Za nim weszli do Kuchni Diego i Alex.
- Real Madryt – FC Barcelona - powiedział Max.
- Nie możecie sobie tego odpuścić? - spytała Amanda.
- Nie - odparli chłopcy.
- Naprawdę nie możecie czy nie chcecie? - spytała Ali - Bo to zasadnicza różnica.
- Nie chcemy.
- Cholera, naprawdę przyjechaliście tutaj, żeby oglądać ten pieprzony mecz, czy żeby spędzić ten czas z nami - Zaczęła krzyczeć Ashley.
- Kochanie ale - próbował bronić się chłopak.
Nie no zajebiście po prostu zamierzają się kłócić o takie głupstwo.
- Hej - krzyknęłam jednak oni mnie nie słuchali.
Popatrzyłam się błagalnie na Alexa ale ten tylko wzruszył ramionami i zrobił minę, która mówiła, że mam radzić sobie sama, bo to moi przyjaciele.
- Zamknąć ryje! - wydarłam się na cały głos.
Po czym w kuchni zapanowała absolutna cisza.
- No nareszcie - powiedziałam.
- To jest Cameron brat Alexa, a ten obok to Diego koleś niewyżyty seksualnie - wskazałam na chłopaków stojących obok Alexa - Dobrze zapamiętałam? - spytałam mojego cienia.
- Bardzo dobrze - wyszczerzył się w uśmiechu.
- Dziewczynki pozwólmy dzieciom obejrzeć ich bajeczkę. Zróbmy dzień dobroci dla tych niedorozwojów.
- Oj Lizi Lizi skończ już z tymi sarkazmami - powiedziała Ash.
- Dobrze wiesz, że nie mogę. Sarkazm to moje drugie imię.
- Myślałem, że Rosemary
- A no widzisz jak ty mnie kiepsko znasz - odparłam - Po za tym dla nas dziewczyny mam coś innego. I to wam się spodoba - mrugnęłam do Ali.
- Właśnie panowie idźcie oglądać swój meczyk.
Tak w końcu ktoś załapał.
Wszyscy chłopcy wyszli i skierowali się do Sali kinowej. No prawie wszyscy, bo został mój cień. Złapał mnie za rękę i wyprowadził na korytarz. Oparłam się o ścian, a on położył naprzeciwko swoje dłonie.
- Co kombinujesz Liz?
- Nic.
- Znam cie już trochę i wiem, że coś kombinujesz.
- Zdaje ci się Alex, a teraz już idź, bo twój meczyk zaraz się zacznie.
Kucnęłam wymykajac  się z jego uścisku i wrocilam z powrotem do kuchni.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz