poniedziałek, 26 września 2016

Rozdział 16

Minął już miesiąc, a ja zaczynałam się przyzwyczajać. Dobra przyzwyczaiłam się. Przyzwyczaiłam się, że mam pokojówki, że mam własny cień. Ale to nie oznacza, że nie próbowałam uciekać. Bo próbowałam, niestety przez mojego cienia nie udało się, serio był zawsze obok mnie.
Śniadania, obiady i kolacje były naprawdę dobre. Ale z chęcią zjadłabym pizzę czy hamburgera. Tak bardzo lubię śmieciowe jedzenie. Pewnie tylko dlatego, że mogę zjeść dużo i nic po mnie nie widać. Ali zawsze mi tego zazdrościła. Pamiętam jak złościła się i mówiła : "Liz to nie jest fer, że możesz tyle jeść, i ciągle jesteś taka chuda. Podczas, gdy ja muszę wyciskać siódme poty żeby wyglądać tak!".   Och Ali, gdybyś tu mogła tylko być. Niestety nie mogę do niej zadzwonić. Nie mogę jej nic powiedzieć, ani Ashowi. Żadnemu z nich, a tak strasznie bym chciała. Oni może pomogliby mi to wszystko zrozumieć. Bo ja z tego nic, a nic nie rozumiem.
- Liz, zaraz będzie obiad. Chodź na dół - powiedział.
- Boże, nie wiesz, że się puka? A jak bym była naga? - mówię.
Udał, że się zastanawia, po czym odparł z uśmiechem.
- Myślę, że w tedy bym tu stał i podziwiał twoje piękne ciało.
- Alex, mówię poważnie.
- Ja też - odparł - To jak księżniczko idziesz na obiad?
- A co jest na obiad?
- Myślę, że Macel na pewno przygotowała coś pysznego.
Macel jest królewską kucharką. Jest to kobieta bardzo miła, przynajmniej z wyglądu. Ma czarne włosy, które zawsze spina w kok, a jej oczy są koloru oceanu. Niech tylko nie zmyli was jej postawa.  Owszem jest niskiego wzrostu, ale potrafi nieźle zarządzać swoimi podwładnymi w kuchni. Jej obiady są naprawdę smaczne, tylko, że już trochę mi się znudziły. Napawdę zjadłabym pizzę. Ale ona niestety nie robi takich "pospolitych" dań- jak ona je określiła. Zdenerwowała mnie tym, ale znała mnie już trochę i dobrze wiedziała jak mnie przekupić. Wie, że gorąca szarlotka i lody waniliowe to mój słaby punkt. Oczywiście po tym deserze nie mogłam i nie potrafiłam się długo na nią gniewać, bo były pyszne.
- Już wiem co zrobimy - wykrzyknęłam i wstałam z łóżka. - Zrobimy pizzę.
Chciałam już wyjść, ale Alex mnie zatrzymał.
- Liz, słoneczko myślę, że powinnaś się ubrać - stwierdził patrząc na mnie.
- A co jest nie tak z moim ubiorem?
Wyszczerzył się jak głupek.
- Wiesz Liz ja bym mógł na ciebie patrzeć tak cały czas - powiedział - Ale wątpię, żeby twój tata był zadowolony, że chodzisz po zamku w samej bieliźnie. Po za tym ja też bym nie był zadowolony z tego, że inni mężczyźni mogą podziwiać twoje ciało w tym stroju - Mówiąć to jego oczy pociemniały z gniewu.
Dopiero teraz spojrzałam w dół i zobaczyłam co mam na sobie. Był to komplet czarnej bielizny. Zarumieniłam się. Kompletnie o tym zapomniałam. Skończyłam czytać książkę o pierwszej w nocy,    a że nie chciało mi się iść przebrać w piżamę więc spałam w samej bieliźnie.
- Hmm, masz rację. Zdecydowanie pójdę się w coś ubrać.
Wyszykowałam się w dziesięć minut. O tak! To chyba mój nowy rekord.
Gdy weszłam do pokoju Alex był ulokowany na moim łóżku.
- Możemy iść - oświadczyłam.
Alex podniósł się z niego i popatrzył na mnie.
- Zdecydowanie wolałem cię w tamtym stroju, niż w dresach - rzekł.
- Hmm. Zdecydowanie nie obchodzi mnie twoje zdanie - odparłam
- Czyżby Liz? - mówiąc to podszedł do mnie.
Staliśmy bardzo blisko siebie. Alex przyszpilił mnie do ściany swoim ciałem. Jego twarz była tak blisko mojej twarzy, że gdyby lekko się pochylił mógłby mnie pocałować. Ach te jego usta...           
Liz! Ogarnij się!
- Tak - wyjąkałam.
- Kłamiesz Liz - szepnął i przybliżył swoje usta do moich.
- Nie.
- Więc dlaczego drżysz? Dlaczego twoje ciało reaguje na mój dotyk? - mówiąc to gładził swoją ręką moje ramię.
- Nienawidzę cię.
- Nie prawda Liz. Ty mnie pragniesz - powiedział mi to, patrząc prosto w moje oczy.
Moje cholerne głupie ciało. Zdrajca.
- Ja też cie pragnę.
Na te proste jego cztery słowa zarumieniłam się.
- Lubie kiedy się rumienisz. Dodaje ci to uroku.
- Alex, ale...
- Cii Liz - uciszył mnie. 
I przywarł swoimi ustami do moich.
Oderwaliśmy się od siebie gdy zabrakło nam tchu.Oboje uśmiechaliśmy się do siebie jak idioci. Alex oparł swoje czoło o moje. I tak staliśmy w ciszy, aż mój brzuszek raczył ją zepsuć domagając się jedzenia.
-  Może lepiej pójdźmy zrobić tą pizzę.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz