czwartek, 8 września 2016

Rozdział 6

- Mam cię - rzekł Alex, łapiąc mnie za rękę.
Już po chwili stałam koło niego, a on mnie przytulił do siebie.
- Już dobrze. Nie zginiesz - powiedział stanowczo.
 - Czyli jednak lubisz biegać - stwierdziłam, obróciłam się i spojrzałam w dół. Aż zabrakło mi tchu w piersiach. - Pięknie tu.
 Oswobodziłam się z ramion Alexa i zaczęłam biec w stronę domu, ani razu się nie obejrzałam się za siebie, by sprawdzić czy biegnie za mną. Wiedziałam, że to robi. Gdy już weszłam do domu, poszłam do pokoju i wzięłam szybki prysznic.
 - Cholera, nie wzięłam ze sobą ciuchów.
 Opatuliłam się ręcznikiem i właśnie w samym ręczniku wkroczyłam do mojej sypialni. Już miałam go ściągnąć i iść do garderoby, ale powstrzymał mnie głos Alexa:
 - Na twoim miejscu bym tego nie robił.
 - Cholera, Alex, nie masz własnego pokoju?
 - Owszem, mam. Jest obok twojego.
 - To może byś do niego poszedł? - Spojrzałam na niego. Miał mokre włosy.
 No nieźle, zdążył wziąć prysznic i się przebrać w tak krótkim czasie. Musiałam przyznać – był szybki.
 - Dla twojej informacji, księżniczko, król przydzielił mnie do twojej ochrony. A to oznacza, że będziemy spędzać ze sobą bardzo dużo czasu, więc możesz czuć się zaszczycona. Po twojej minie stwierdzam, że bardzo spodobał ci się pomysł twojego taty - powiedział sarkastycznie.
 - Ojej, aż tak widać jaka jestem szczęśliwa?
 - Oczywiście. Wręcz tryskasz szczęściem - odpowiedział.
 - To było pytanie retoryczne. Nie wiem czy uczyli cię tego w szkole, ale na nie się nie odpowiada.
 Gdy szłam do garderoby, żeby się ubrać usłyszałam jego szept.
 - Nie chodziłem do szkoły, więc mnie nie nauczyli.


Padało, ale to dobrze – miałam pretekst. Lubiłam chodzić w deszczu. Dzięki temu mogłam płakać, jednak nikt tego nie widział, bo każdy myślał, że łzy były kroplami deszczu. Ale tamtego dnia samo chodzenie nie było moim celem. Zamierzałam zrobić coś większego. Zamierzałam uciec. Wzięłam kurtkę przeciwdeszczową, po czym wyszłam do ogrodu, oczywiście Alex był jak cień i nie odstępował mnie na krok. Był zawsze tam, gdzie ja. Szłam przed siebie, ale dalej nie wiedziałam, w jaki sposób mogłabym stamtąd uciec. Nie widziałam odpowiedniego miejsca, na przykład dziury, przez którą byłabym w stanie się przecisnąć. Później już szłam przed siebie, tylko po to, aby iść, aż w końcu zatrzymałam się nad przepaścią. Spojrzałam w dół. Oczywiście wiedziałam, że gdybym zrobiła dwa kroki przed siebie, z pewnością bym zginęła. Ale przestało mi to przeszkadzać, a nawet mogę uznać, ze to miejsce działało na mnie kojąco. Przede mną rozciągał się niesamowicie piękny ocean. Widziałam fale rozbijające się o skały i krople deszczu, które spływały po moich policzkach. Usiadłam i zwiesiłam nogi nad krawędzią. Wiedziałam, że jeśli zacznę spadać on mnie uratuje. Wyciągnęłam ręce z kieszeni i założyłam sobie słuchawki. Puściłam piosenkę Kelly Clarkson "Behind These Hazel Eyes". Ten krajobraz i ta muzyka razem działały na mnie kojąco, mogłam się wyciszyć i pomyśleć. Zastanawiałam się, jak będzie wyglądało moje życie w pałacu. Nie chciałam takiego życia, to nie było dla mnie. Nie przypominałam żadnej rozpuszczonej księżniczki, jakie pokazują w filmach. To po prostu nie byłam ja. Uważałam, że to jest jakiś głupi żart. Zaczęłam sobie śpiewać razem z Kelly Clarkson. Z początku ciszej, a później naprawdę się wczułam. Niczym się nie przejmowałam i śpiewałam coraz głośniej i odważniej.


- Ślicznie śpiewasz. – Usłyszałam, gdy piosenka się skończyła.

 - Cholera. – Szepnęłam.
Zapomniałam, że mam swój własny cień który wszędzie za mną podążał.
– Tak wiem cudne są te moje fałsze – dodałam po chwili.

Wstałam i zaczęłam iść w stronę domu. Chociaż nie, nie mogłam nazwać tego domem. Poprawka, zaczęłam iść w stronę domu mojego ojca.
 - Ja mógłbym słuchać tych fałszów cały czas – szepnął.
 Dobra, zarumieniłam się, ale na szczęście byłam obrócona do niego plecami, więc nie widział moich rumieńców. Oczywiście udałam, że tego nie usłyszałam i jak gdyby nigdy nic chciałam już iść. Nieoczekiwanie coś przykuło moją uwagę, po lewej stronie był widoczny mur z oddali, a na nim rosła winorośl. Tak! W końcu stąd ucieknę i będę wolna, pomyślałam. Uśmiechnęłam się na tę myśl i rozradowana pobiegłam do pokoju. Tak! Musiałam dopracować tylko plan ucieczki.
 Kiedy weszłam do pokoju była w nim już Selena i Aria.
 - Księżniczko - powiedziały i ukłoniły mi się
 - Księżniczka była tak długo na dworze, że spóźniła się na obiad - powiedziała Aria.
 - Ale niech księżniczka się nie przejmuje. Przyniosłyśmy coś do zjedzenia. – Selena wskazała tacę stojącą na stole.
 - Dziękuję, nie musiałyście – odparłam.
 - Rany boskie, niech panienka idzie się przebrać - rzekła Aria.
 Dopiero wtedy zauważyłam, że stałam w kałuży. Nawet nie poczułam, że aż tak zmokłam. Skierowałam się w stronę garderoby.
 - Za trzy godziny podadzą kolację w jadalni. Król prosi, żebyś zjadła razem z nim. – Po chwili wyszły, a ja poszłam się przebrać w dres.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz