środa, 7 września 2016

Rozdział 5

- Dlaczego Selena nazwała mnie księżniczka? – zapytałam.
-A kto to jest Selena? – odpowiedział pytaniem na pytanie ojciec.
Nie no, teraz to już miarka się przebrała.
- To ty nawet nie masz pojęcia kogo zatrudniłeś?! Odpowiedz mi na pytanie –zażądałam.
- Ponieważ, nią jesteś, Elizabeth – stwierdził.
- Wiesz, jeśli to jakiś żart, to jest strasznie kiepski. Nie chce być żadną głupią księżniczką, a tym bardziej twoją córką! – krzyczałam.
-Porozmawiajmy o tym później – powiedział. – Alex, to jest moja córka Elizabet
I w tedy go zobaczyłam. Wysokiego bruneta o brązowych oczach. Był dobrze zbudowany – jego mięśnie były widoczne nawet pod garniturem. On też mi się przyglądał. Miał piękne, brązowe oczy.
- Elizabeth, to jest twój ochroniarz
Te cztery słowa wszystko popsuły. Ponownie spojrzałam ojcu w oczy.
- Nie dość, że jestem tu więźniem, to teraz mam własnego ochroniarza. To może od razu założycie mi nadajnik i sprawa będzie załatwiona!
- Elizabeth, jak ty jesteś ubrana, dziecko?
Hmmm, rzeczywiście trochę głupio... Przyszłam tam w samej koszuli nocnej.
- A co, nie widać?! - warknęłam i wyszłam.
***************
Gdy wróciłam do swojego pokoju, dziewczyn, na całe szczęście, już nie było.
- To nie możliwe! Ja? Księżniczką?! - Spojrzałam w lustro. - Wcale nie wyglądam jak księżniczka.
Było po dziewiątej. Na półce stał zegarek, a bok niego mój odtwarzacz mp4 razem ze słuchawkami. Udałam się do garderoby. Ubrałam dres i buty do biegania oraz, oczywiście wzięłam swój odtwarzacz mp4. Zeszłam na dół. Przy drzwiach stali dwaj ochroniarze. Obaj popatrzeli po sobie dziwnie.
- Przecież nie ucieknę – powiedziałam.
- Racja, nie uciekniesz. Będę cię pilnował. - Usłyszałam czyiś głos za plecami.
- Serio? I teraz będziesz wszędzie za mną chodzić? – zapytałam, zwróciwszy się w jego stronę.
- Będę zawsze tam gdzie ty – oznajmił.
Popatrzyłam się na niego zdenerwowana. Ochroniarze zdążyli już otworzyć drzwi.
-Mam nadzieję, Alexie, że lubisz biegać. - Puściłam piosenkę "Surviror" i zaczęłam biec najszybciej jak potrafię. Pędziłam przed siebie, nie ważne gdzie, byle jak najdalej od kochanego tatusia! Z oddali widziałam ogród, który widać było z mojego balkonu. Skierowałam się w tamtą stronę. Ogród z bliska wyglądał jeszcze piękniej, było tam pełno różnych kwiatów i drzew – znałam tylko kilka gatunków. Ja jednak biegłam dalej. Wbiegłam do lasu. Po chwili stanęłam i oparłam się o drzewo. W tym czasie zaczęła się kolejna piosenka "Seven Devils"
- Już się zmęczyłaś, Księżniczko? – spytał.
Gdy tylko go zobaczyłam zaczęłam biec. Nawet nie zauważyłam, kiedy przede mną pojawiła się przepaść, a ja już nie czułam gruntu pod nogami.
Zginę.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz