Dopiero po chwili zaczęłam dostrzegać znajome twarze.
- Ali, Amanda - krzyknęłam, a dziewczyny po chwili odwróciły się i zaczęły biec w moją stronę.
Gdy w końcu zostałam
wypuszczona z żelaznego uścisku, przywitałam się z Ashem i Maxem, oraz
jego członkami zespołu, Liamem, a także z Zackiem i Aaronem oraz z ich
dziewczynami.
- Ej Ash, Liz ma teraz większa chatę, nawet od ciebie - rzekł Max.
- Liz, czy ty wyszłaś za jakiegoś starego bogacza?
- Tak baranie, jestem z nim tylko i wyłącznie dla jego kasy. A poza tym ma takie seksowne zmarszczki.
- Tak, to jest zdecydowanie Liz którą znam.
Na co wszyscy wybuchnęliśmy śmiechem.
- To może, że jestem tu gospodarzem oprowadzę was po zamku.
Gdy oprowadziłam ich po
wszystkich zakamarkach zamku, Ash uznał, że jest głodny, więc
skierowaliśmy się do kuchni. Gdy do niej weszliśmy, mój tata czekał już
tam na nas.
- Pomyślałem, że zgłodnieliście - powiedział - Chodźcie za mną do jadalni. Za chwilę podadzą obiad.
Poszliśmy za nim.
Jadalnia była ogromna,
pomieściła by co najmniej z czterdzieści osób. Stół i krzesła były z
ciemnego drewna, tak jak panele na podłodze. Znajdują się tam też dwa
ogromne okna. A cała jadalnia jest w kolorze czerwonym.
Po mojej prawej stronie
siedział Ash, a po lewej stronie zajął sobie miejsce Alex. W sumie
kompletnie zapomniałam o moim cieniu. Oczywiście koło Asha siedziała
Ali, potem Amanda, Max. A po drugiej stronie stronie siedzieli inni. Mój
tata usiadł pomiędzy nami tak, aby mieć widok na wszystkich. Kelnerzy
zaczęli podawać obiad.
Wszyscy rozmawiali i
śmiali się w najlepsze. Nawet mój tata żartował z nami i się śmiał. Ale
ja tego nie robiłam, wyłączyłam się kompletnie. Moje myśli błądziły
całkiem gdzieś indziej. Zaczęłam przyglądać się każdemu z nich osobno.
Gdy patrzyłam na Asha widać było, że jest naprawdę szczęśliwy. Zresztą
Alison też. Coś musiało się dziać między nimi, a połączone ich ręce na
kolanach Asha, potwierdziły to w zupełności. Jak widzę dużo mnie ominęło
przez ten miesiąc. Później będę musiała z nimi porozmawiać
- Wasza wysokość, Ksieżniczko - powiedział Kevin, kłaniając się.
I wszystkie rozmowy nagle ucichły, a ich oczy były skupione na mnie i moim tacie.
- Jest król proszony do telefonu.
- Kto dzwoni? - spytał mój ojciec.
- To pilna sprawa.
- No dobrze - odparł - A teraz mi wybaczcie - i odszedł od stołu.
- Liz, dlaczego ten facet mówi do twojego ojca, królu? - spytał Max.
- Ponieważ nim jest.
- A do kogo zwracał się Księżniczko? - dopytywała się Amanda.
No to pora im powiedzieć.
- Do mnie.
- Co??? - krzyknęli wszyscy równocześnie.
*********
Wieczorem udaliśmy się do mojego pokoju. W sumie to zrobiliśmy sobie jedno wielkie nocowanie w moim pokoju.
Alison, Amanda i ja spałyśmy na moim łóżku, a cała reszta w śpiworach, przyniesionych przez Selene i Arie.
- To teraz możesz mówić - ponaglał mnie Ash.
- A wiec, kiedy miałam
roczek, mój tata porzucił mnie i moją mamę. Ale zjawił się cztery
miesiące przed moimi osiemnastymi urodzinami. Mama tak po prostu oddała
mnie i powiedziała, że taka była umowa. I przyjechałam tu. Raz nawet
uciekłam. To było wtedy, gdy byłam na twojej imprezie Ash. No ale, że
mam własnego ochroniarza z powrotem znalazłam się tutaj. No tak,
zapomniałam dodać, że ojciec dał mi własnego ochroniarza. Niestety po
tej imprezie, tata podwoił straże na zamku. A uciekłam, bo tak na prawdę
nie chciałam być jakąś głupią księżniczką, mi to nie pasowało. Ja i
księżniczka? Kompletnie nie widziałam się w tej roli. Później próbowałam
uciekać parę razy, ale nie udawało mi się to przez Alexa, mojego
ochroniarza - wyjaśniłam - Ale po miesiącu zaczęłam się przyzwyczajać. A
nawet podoba mi się tu - wyznałam.
Alison i Amanda mnie przytuliły.
Przez cały wieczór
rozmawialiśmy i śmialiśmy się. Aż w końcu, grubo po drugiej w nocy,
poszliśmy spać. Znaczy oni zasnęli, a ja patrzałam w sufit, bo nie
potrafiłam zasnąć. Więc postanowiłam pochodzić po zamku. Po dziesięciu
minutach postanowiłam pójść do sali muzycznej.
Już miałam wejść do
środka, gdy usłyszałam fortepian. Uchyliłam lekko drzwi, żeby zobaczyć
kto gra. I przeżyłam szok, ponieważ był to mój ojciec. Kolejnego szoku
doznałam gdy usłyszałam co on gra. Grał piosenkę którą nauczył mnie Luk.
Po cichu zamknęłam drzwi i odeszłam stamtąd.
Ale jak to możliwe, skąd
on znał tą piosenkę. Wróciłam do swojego pokoju z zamiarem pójścia
spać, ale gdy spojrzałam na łóżko zobaczyłam dwie dziewczyny rozwalone
na nim.
- Cholera. Już widzę jak pójdę spać.
******
Nawet nie wiem czemu,
podeszłam pod jego drzwi. Co też mnie podkusiło, żeby zapukać w te jego,
cholerne drzwi. Spokojnie Liz, on na pewno śpi. Przecież jest po
trzeciej w nocy. Jednak się myliłam, bo chłopak otworzył mi drzwi.
- Nie obudziłam cię? - spytałam.
- Nie spałem. A ty czemu nie śpisz?
- Nie mogłam zasnąć. Po za tym Alison i Amanda rozwaliły się na całym łóżku i teraz nawet nie ma tam dla mnie miejsca.
- Jeśli chcesz możesz za mną spać.
- Naprawdę mogę?
- Naprawdę Liz - i wyciągnął rękę w moją stronę. A ja ją ujęłam, a on poprowadził nas do jego łóżka.
- Kurczę nie wzięłam piżamy.
- Zawsze możesz spać w samej bieliźnie albo bez niej - uśmiechnął się łobuzersko.
- Alex - walnęłam go.
- A to za co?
- Za twoje zbereźne myśli - fuknęłam.
Podszedł do szafy i wyciągną jakąś bluzkę i mi ją podał.
- Masz.
- To co już nie chcesz, żebym spała w bieliźnie albo nago? - spytałam.
- Bardzo chętnie, Liz -
powiedział to z łobuzerskim uśmiechem - Ale wolę myśleć, że jestem
dżentelmenem i nie wypróbowywać swojej silnej woli.
Poszłabym do łazienki, żeby się przebrać ale po pierwsze byłam zmęczona, a po drugie byłam zmęczona.
- Odwróć się i nie podglądaj - poprosiłam.
A on odwrócił się posłusznie.
Zaczęłam ściągać swoje
rzeczy i położyłam je na krześle tak, że zostałam w samej bieliźnie.
Zaczęłam ściągać stanik i popatrzyłam się na Alexa, a ten durny patrzył
się na mnie. Miał lekko rozchylone usta. Ubrałam szybko jego bluzkę i
odwróciłam się w jego stronę.
- Podglądałeś. - powiedziałam z wyrzutem.
Na co on, zamknął te swoje śliczne i strasznie kuszące usta.
- I dobrze, przynajmniej nie straciłem takiego przedstawienia.
- Idiota.
- Jak mnie nazwałaś?
- Idiota, głupek wymieniać dalej czy lepiej nie?
- Ojj Słoneczko, nagrabiłaś sobie.
- Ale się boje rzucanych słów na wiatr.
Alex znalazł się szybko koło mnie i przyszpilił mnie do jego łóżka.
- Nie boję się ciebie.
- A powinnaś, ponieważ zamierzam załaskotać cię na śmierć - i zaczął mnie gilgotać.
- Proszę, Alex przestań. Proszę, zrobię co ze chcesz.
- Co ze chcę? - a jego oczy się zaświeciły.
- Co zechcesz tylko proszę, przestań mnie łaskotać.
- No to ja poproszę - uśmiechnął się łobuzersko.
- Nic z tego zboczeńcu.
- Głodnemu chleb na myśli Elizabeth - powiedział.
Ja się zarumieniłam, a jego uśmiech stał się szerszy i był wyraźnie zadowolony z siebie.
- Chciałem,żebyś mi
zaśpiewała - szepnął do mojego ucha - A teraz aniołku chodź spać -
pocałował mnie w czoło i zgarnął do siebie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz